Forum Dyskusyjne Portalu Mrooczlandia
Witamy gościa ( Zaloguj się | Zarejestruj ) Wyślij ponownie potwierdzenie rejestracji

>

  Reply to this topicStart new topicStart Poll

> proza, jak wyżej
Nefthis
  Post: Nov 30 2006, 07:33 PM
Quote Post
Unregistered


Zapraszam do pisania prozy
Top
Sari_Aris
Post: Nov 30 2006, 07:42 PM
Quote Post
Na emeryturze
*
Grupa: Opiekunowie Forum
Postów: 2.806
Nr użytkownika: 49
Dołączył: 8-February 05
Grupa: Opiekunowie Forum


QUOTE (Nefthis @ Nov 30 2006, 07:33 PM)
Zapraszam do pisania prozy

Świetnie ....
Dodam tylko od siebie że poezja może być również pisana w formie prozy.
Kurcze ale sobie komplikujecie życie <_<
Dobra niech to będzie dział na pisanie prozy tak jak w założeniu .
Joasia badź tak miła i przenieś tu te wiersze Macieja Orlińskiego.
PMEmail Poster
Top
Nefthis
Post: Nov 30 2006, 07:46 PM
Quote Post
Unregistered


wiersze pisane prozą należą do działu prozy poetyckiej, więc sądzę że lepszym wyjściem byłoby wpisywanie ich tutaj niż w dziale z poezją
Top
joann@
Post: Nov 30 2006, 07:49 PM
Quote Post
Unregistered


No dobra, juz wkeje, ok.

Puk puk. Słońce, Bóg, a może Kometa. Niebo nad miastem rozświetla czerwony neon. Wszechświat według Leibniza: dwie, półprzeźroczyste bańki, które przeglądają się w sobie. - Za sto lat żadne z nas nie będzie istnieć. Nie pozostanie złamany paznokieć. Fruńmy, Mago, fruńmy na oślep. Ku źródłu. Ku zapachowi. Ku śmierci. Odbijając się od ścian, lamp i okien. Oto ostatni scenariusz: mały, przytulny zakątek gdzieś na przedmieściach Warszawy. W środku: kilka książek, spiżarnia i posłanie. Czyli Leibniz. A w każdym razie tryumf słowa nad materią. Siedzimy obok siebie. Ty kartkujesz Borgesa i od czasu do czasu odgarniasz włosy ze skroni. Ja - przeglądam program. "Taniec z gwiazdami". "Milionerzy". "Rozmowy w toku". Światło i dźwięk. Nietzsche by się zachwycił. Potem otwieram okno. Zdumieni zauważamy, że świat na zewnątrz zaczął się zmniejszać. Bujne krzewy zwijają się w kępki. Osiedlowe bloki przypominają budowle z klocków. Po szarej wstążeczce biegnie niezdarny robak. Jest cicho. Słychać już tylko te głuche, rytmiczne tąpnięcia. Gdzieś w głębi, pod powierzchnią. Chwilę później zgarniam z półki popiół po kadzidle i ciskam nim w oko zdumionego lustra. back maciej orliński


Top
Nefthis
Post: Nov 30 2006, 08:21 PM
Quote Post
Unregistered


dzięki, jak będziesz miała coś więcej, niekoniecznie nie swojego to wklejaj dalej, :)
Top
joann@
Post: Dec 1 2006, 05:34 PM
Quote Post
Unregistered


Wklejam coś co bardzo mi sie podoba -mojej koleżanki noctoramy:

"Metoda wodna"

...niewykluczone, że człowiek musi obmyć się czasem w bólu jak w morskiej wodzie;
a ból, winien powalić go na twarz bez ratunku,
żeby potem, następnej nocy halny wiatr w sercu ludzkim,
zdążył odwyć wszystkie bemolowe songi, rozdmuchać,
rozdąć ukryte niepokoje, zamącić równowagę niespokojnego i tak ducha,
sięgnąć dnia, aż do mułu i leżących tam odłamków zapomnianego czasu....


...burza wzbiera, i atakuje z niszczycielską siłą,
jak nadchodzący sztorm. słychać ryk morza boksującego brzeg...
i echo topielca...


...tu gdzie skalne monolity pamięci leżą całkowicie bezludne,
zmywane taranami bijących w nie z dotkliwym hukiem oczyszczajacych wód,
fale zadumy rosną kroplami zimnego smutku,
ostrym językiem wbijając się w kruchą strukture rozrywając na nowo
ranne brzegi...

....co nasuwa refleksje,że niczyja "stopa" nie dotykała tych miejsc po ich ostatniej kąpieli w ruchliwej wodzie...
i niczyja więcej ich już dotykać nie będzie...
.
...utonął wraz z swoim śladem,
nie, to nie był okręt, ani stop złota że poszedł na dno.
dryfuje wciąż, ale nabierze wody w usta i zatonie jeszcze głębiej
bo bez pamięci.
bez mojej pamięci.
Top
Nefthis
Post: Feb 15 2007, 09:57 AM
Quote Post
Unregistered


"Mała czarodziejka".


Był rok 1815. Ramsfeld i Teodora poznali się przez przypadek.
Teodora, idąc ulicą, bardzo się zamyśliła i wpadła na Ramsfelda. Od razu oboje przypadli sobie do gustu. Ramsfeld zaprosił ją do kawiarenki na kawę i tak zaczęła się ich znajomość, po 4 latach pobrali się w miejscowym kościele. W rok później Ramsfeld wraz z Teodorą spłodzili dziecko. Oboje bardzo go pragnęli, chcąc tym przypieczętować na zawsze ich wzajemną miłość. Po dziewięciu miesiącach, 21 grudnia, roku pańskiego 1820- go Teodora urodziła w wielkich męczarniach dziewczynkę. Dali jej na imię Łucja. Była ślicznym małym bobaskiem, nos miała po ojcu – dumny, prosty, jednak nieco zadarty, oczy i włosy po matce. Włosy miała kręcone, ognisto – rude, oczka- istny ocean, ogromne, duże i głębokie, a jej ciało było ślicznie zaróżowione. Poród odbierała miejscowa akuszerka – Marianna. Dziecko dobrze się rozwijało, można by powiedzieć, że nawet aż za dobrze. Po kilku miesiącach od urodzenia Łucji, w domu zaczęły tajemniczo znikać wszystkie metalowe przedmioty. Pewnego dnia, Teodora znalazła kilka sztućców podczas pielenia grządek w ogrodzie, były zakopane około 5 cm pod ziemią. Zaczęło ją to bardzo zastanawiać. Kto mógł to zrobić, dlaczego? Nie mógł to być przecież w żadnym wypadku Ramsfeld, bo i po co zakopywałby sztućce w ogrodzie, żadne zwierzę domowe też nie. Zostawała tylko mała Łucja, ale nasuwało się pytanie, jak malutkie dziecko, które jeszcze nie potrafi chodzić mogło zakopać sztućce? Wszystko wyjaśniło się po dwóch tygodniach. Teodora zostawiła małą w kołysce z zamiarem wyjścia do ogrodu, jednak po chwili, wróciła się, ponieważ zapomniała zabrać rękawiczek. Weszła na palcach, myśląc, że mała śpi. Cicho uchyliła drzwi do pokoju dziecięcego, zobaczyła coś, co wydawało się jej snem. Łucja, leżąc w łóżeczku i śmiejąc się wymachiwała rączkami, a nad nią unosiły się i wirowały w zawrotnym tempie wszystkie sprzęty znajdujące się w pokoju. Teodora zemdlała, upadła z hukiem na drewnianą podłogę, w tym samym momencie wszystko w pokoju dziewczynki wróciło do normalnego stanu. Ramsfeld, będąc w pobliżu, usłyszał łomot i pędem ruszył ku domowi. Zastał tam Teodorę leżącą na podłodze tuż obok drzwi do pokoju dziecięcego. Gdy jakimś cudem ją ocucił, opowiedziała mu wszystko to, co widziała, jednak jej nie uwierzył, pomyślał, że to co mówi jest skutkiem upadku. Wiedział wszakże, że babka i matka Teodory były wiedźmami, jednak jego małżonka nie miała kompletnie żadnych zdolności magicznych. Istniało minimalne prawdopodobieństwo, że mała mogła odziedziczyć takie zdolności z przeskokiem. Teodora przypomniała sobie później, że można sprawdzić to, podając specjalną mieszankę ziół złożoną z mirry, kwiatu lipy, i bardzo rzadko występującej, wręcz niespotykanej mandragory. Ramsfeld cudem zdobył wszystkie te składniki. Teodora zmieszała je w odpowiednich proporcjach i podała doustnie małej. Po 30 minutach należało obserwować, co będzie się działo z ciałem. Były możliwe trzy zachowania: pierwszym z nich było zsinienie całego ciała i pojawienie się na nim zielonych plam – takie zachowanie oznaczało, że dziecko nie ma żadnych zdolności magicznych; drugim możliwym objawem były silne drgawki, takie jak u osób chorych na padaczkę – oznaczało to, że dziecko odziedziczyło zdolności, jednak niepełne, a więc nie mogło rozwinąć ich później do maximum; trzecim i ostatnim objawem było wystąpienie drgawek, zzielenienie stóp, pojawienie się czerwonych plam w okolicach mostka i na prawym obojczyku oraz zmiana koloru oczu na czerwony – oznaczało to, że dziecko odziedziczyło w pełni wszystkie zdolności po przodkach i mogło rozwijać w sobie nowe. W przypadku Łucji wystąpił objaw trzeci. Była czarownicą.
Kilka miesięcy później mała zaczynała stawiać pierwsze kroczki, małe, śmieszne i niezgrabne. Fizycznie rozwijała się normalnie, tzn. tak jak zwykłe dziecko, może tylko trochę szybciej. Teodora obawiała się tylko jednej rzeczy. Czy kiedy przyjdą po Łucję Czarodziejki Klanu Ramzesa, będzie w stanie oddać im swoje jedyne dziecko? Była przekonana, że nie...




Czyli moje kolejne niedokończone opowiadanie...A więc wytwór chorej wyobraźni autorki ;)

Edytowany przez Nefthis Feb 15 2007, 10:10 AM
Top
Barboss
Post: Feb 15 2007, 11:52 AM
Quote Post
Unregistered


Ciekawe opowiadanie:) Lepiej zeby czarownice zabraly dziecko niz zeby wyladowalo w klasztorze :czarodziej: Przynajmniej czary by jej cos daly B)
Top
Jk.
Post: Feb 15 2007, 08:23 PM
Quote Post
Unregistered


Bardzo przyjemnie się czyta. Więcej, więcej :D
Tylko dlaczego akurat zmiana koloru skóry? :P
Top
angie
Post: Feb 15 2007, 08:53 PM
Quote Post
Unregistered


Pieknie, drogie panie :)
Nefthis, czekam w napieciu na ciag dalszy :D
Top
Nefthis
Post: Feb 16 2007, 04:30 AM
Quote Post
Unregistered


Dzięki, fajnie że się wam podoba <lol>

J.k...bo to od początku do końca wytwór mojej wyobraźni i tak mi jakoś podpasowało :D
Top
Nefthis
Post: Feb 16 2007, 10:06 AM
Quote Post
Unregistered


co do ciągu dalszego to może być problem, bo jakoś nie mam ostatnio mobilizacji ani też weny do pisania nowych rzeczy lub kończenia innych. Więc jak ktoś taką posiada i ma ochote dopisać c.d to zapraszam do tworzenia :).
Top
Nefthis
Post: Feb 16 2007, 10:13 AM
Quote Post
Unregistered


:)

Edytowany przez Nefthis Oct 2 2007, 09:12 PM
Top
BloodHead
Post: Feb 16 2007, 11:01 AM
Quote Post
Zywa Biblioteka
****
Grupa: Szwadrony Moderacyjne
Postów: 316
Nr użytkownika: 576
Dołączył: 21-January 07
Grupa: Szwadrony Moderacyjne


ehh. brak mi słów.......... Bo czuje że jesli powiem że jest wspaniałe to będzie to obelga....... Miodzio:D:) a co do drugiego to równierz podoba mi sie nie zmiernie:D:0
PMEmail PosterAOL
Top
Nefthis
Post: Feb 16 2007, 06:36 PM
Quote Post
Unregistered


:jupi: :jupi: :kwiaty: :przytul:
Top
angie
Post: Feb 17 2007, 04:02 AM
Quote Post
Unregistered


:diabel_grin: :spoko:
Top
Nefthis
Post: Oct 2 2007, 09:13 PM
Quote Post
Unregistered


Odświeżam temat, może komuś przyjdzie ochota na pisanie :)
Top
sol
Post: Oct 2 2007, 10:48 PM
Quote Post
Unregistered


;) hmm to coś na moje wypociny jutro zamieszczę tu coś bo dziś nie chce mi się przepisywać z zeszytu :ph34r: lenie Gorą :D
Top
0 użytkownik(ów) czyta ten temat (0 gości i 0 ukrytych)
0 zarejestrowanych użytkowników:

Topic Options Reply to this topicStart new topicStart Poll